Podróży po Indiach ciąg dalszy…

20 08 2009

Mimo szczerych chęci, ostatnio nie nadążałem z opisywaniem na bieżąco każdej podróży, więc dzisiaj przyszła pora na wpis „zbiorowy”.

Dawno, dawno temu, w czasie pełni księżyca w miesiącu Śravan (w tym roku 5. Sierpnia, święta w Indiach zazwyczaj nie mają stałego terminu) obchodzono Raksha Bandhan – święto braci i sióstr. Siostry zawiązują braciom kolorowe opaski na nadgarstki, ci natomiast rewanżują się im ofiarując drobne podarunki i zobowiązując się o nie troszczyć.

W Polsce mamy dzień dziecka, babci, ojca, matki i wiele innych, jednak żadne święto nie odnosi się bezpośrednio do relacji pomiędzy rodzeństwem, dlaczego?

Piszę jednak o tym nie tylko z powodu, że bardzo podoba mi się idea tego dnia, ale również dlatego, że z okazji dnia wolnego od pracy, w końcu udało mi się zrobić pierwszą, dłuższą wycieczkę po Jaipurze. Tak, jestem tu prawie półtora miesiąca, zwiedzałem miasta odległe o setki kilometrów, a nawet nie miałem okazji zobaczyć najważniejszych miejsc w okolicy ;)

Poniżej (oraz w galerii), zdjęcia z wizyty w Jantar Mantar – obserwatorium, w którym wszystkie przyrządy wykonane są z kamienia, Hawa Mahal – pałacu wiatrów oraz Galcie – świątyni zamieszkiwanej przez małpy, które zrobią wszystko żeby tylko dostać się do smakołyków, które dla nich przyniosłeś (ten ostatni warunek zwykle nie jest przez nie wymagany : ) ).

Druga seria zdjęć pochodzi z Udaipuru zwanego Wenecją wschodu oraz świątyni w Ranakpurze:

Na koniec, najświeższe fotografie, z ostatniego weekendu, z wizyty w najświętszym mieście Hindusów – Varanasi, rejsu łodzią o 5. rano po „radioaktywnym” (aczkolwiek bardzo chętnie wybieranym przez miejscową ludność jako miejsce kąpieli) Gangesie, i Puja – wieczornego rytuału Hindusów.
Niestety, z powodu zakazu robienia zdjęć, brakuje takowych z najbardziej szokującego miejsca – Manikarnika Ghat i ceremonii kremacji ludzi nad brzegiem rzeki.
Umieszczam jednak link do zdjęć miejsca, w którym się ona odbywa: klik.



Pierwsze dni w Indiach

22 07 2009

Wstęp

Od ponad tygodnia jestem już w Indiach i planowałem umieścić pierwszy wpis zaraz po przyjeździe, jednak dzieje się tu tak dużo, że po prostu nie miałem kiedy zabrać się za pisanie;)

Gwoli ścisłości, przyjechałem tutaj na praktyki w firmie Systweak – zatrudnia około 50 osób, ma siedzibę w Jaipurze, a jej sztandarowe produkty to Advanced System Protector – jedna z lepszych na rynku aplikacji do wykrywania i usuwania szkodliwego oprogramowania oraz Advanced System Optimizer – aplikacja poprawiająca wydajność działania systemu.
Zamierzam zostać tutaj blisko 3 miesiące, zwiedzając głównie weekendami oraz po zakończeniu praktyk – przez ostatnie 2-3 tygodnie pobytu.
Tyle wstępu, przejdę teraz do pierwszej części relacji z mojego pobytu w tym fascynującym kraju :) .

Podróż do Jaipuru

Do Delhi zawitałem zgodnie z planem, o 23:55, 11. lipca, po kilku godzinach lotu tak słynnym ostatnio Airbusem : ) Mimo później pory, było zdecydowanie zbyt gorąco jak dla przeciętnego Polaka. Po odbioru Bagażu i wcale nie takiej krótkiej odprawie, udałem się do poczekalni, ponieważ pierwsze autobusy do Jaipuru odjeżdżały ok. 6:00. Spędziłem więc kilka nudnych godzin obserwując ludzi, będąc obserwowanym:

image001

I z “wielką” pasją śledząc godziny odlotów i przylotów.
image002

Około 5:30 udałem się do budek oznaczonych napisem prepaid taxi, aby z góry opłacić podróż na dworzec autobusowy. Jest to zalecana metoda, znacznie zmniejszająca ryzyko oszustwa.
Zapewne rzeczywiście znacznie je zmniejszyła, jednak mimo wszystko próbowano mnie oszukać ;)

Na początku poinformowali mnie, że nie mogę zakupić biletów na stacji, z powodu zamachów terrorystycznych, zawieziono mnie do biura turystycznego, gdzie po kilku telefonach na „stację” okazało się, że mogę jechać najwcześniej 17. lipca, bo z powodu festiwalu Shivy, wszystkie miejsca są zajęte. Co gorsza, w Delhi rzeczywiście był jakiś festiwal i jadąc taksówką co chwilę mijaliśmy zmierzających gdzieś, kolorowo ubranych ludzi. Sprawdzili jeszcze pociągi, również wszystko zajęte aż w końcu w bardzo magiczny sposób pojawiła się jeszcze jedna opcja – minibus za 150 euro. Wszystko stało się jasne i powiedziałem żeby zawieźli mnie na stację i po prostu tam wysadzili. Próbowali jeszcze paru tanich trików, ale po prostu nie należało ich słuchać. Oczywiście miejsca w busie były i pojechałem do Jaipuru za 240 rupii – ok. 18zł, zamiast wspomnianych 150E ;)

Podróż autobusem, to obowiązkowy punkt pobytu w Indiach, nie było minuty, aby kierowca kogoś nie obtrąbił, zazwyczaj zupełnie bez powodu, choć większość ciężarówek miało namalowane serduszka, kwiatki i wielki napis horn please ;) Widok jadącej na 3 pasmowej autostradzie rikszy – pod prąd – po kilkudziesięciu kilometrach przestał mnie dziwić, jak również ludzie przebiegający przez nią i w iście olimpijskim stylu przeskakujący ogrodzenie oddzielające poszczególne szosy – choć fakt faktem – przy okazji prawie się na nie nadziewając :p Tu nie ma żadnych zasad :)

Jaipur

W Jaipurze czekał na mnie Jaideep, aby zaprowadzić mnie do hotelu. Okazało się, że są tam również inni praktykanci, głównie wolontariusze – aktualnie ok. 35, w tym 2 Polki i codziennie ktoś przybywa, więc nie wieje nudą :)
Od razu udaliśmy się na wycieczkę rikszą, a raczej 5cioma rikszami, aby rozejrzeć się po okolicy. Po krótkim ustaleniu trasy i negocjacji ceny

image005

wyruszyliśmy.
image006

Poniżej kilka zdjęć z naszej “objazdówki” i nie tylko:

Na 2 ostatnich zdjęciach moje obecne miejsce pracy :)