Weekend w Jodhpurze
3 08 2009Jest 5. rano, przysadzisty Hindus budzi nas i wyraźnie próbuje coś powiedzieć, a raczej wykrzyczeć. Tylko dlaczego w Hindi? Nie do końca wiedząc co się dzieje, wychodzimy z autobusu, jak się okazało, już w Jodhpurze – zwanym niebieskim miastem, nikt nie ma pojęcia dlaczego ; )
W zeszłym tygodniu pisałem o forcie w Jaisalmerze, niezbędne jest tu sprostowanie – to było coś w rodzaju budki strażniczej. Spójrzcie na Mehrangarh Fort i zgadnijcie, czy ktokolwiek kiedykolwiek go zdobył
Nikt, prócz nich:
I tych tutaj:P
Jodhpur lubię o tyle, że jadłem tam pierwszy mięsny obiad od naprawdę dawna;) Wyjrzyjcie teraz przez okno. Widzicie jakiś sklep? Jest tam kurczak? Jeżeli odpowiedzi na te pytania brzmią „tak” – jesteście w raju, doceńcie to i nie wyjeżdżajcie do Indii ; )
Po zjedzeniu kurczaka (tak, muszę to podkreślić :]) pojechaliśmy w okolicę Clock Tower na najlepsze Lassi w mieście,
a następnie nad polecone nam przez właścicielkę hotelu, Kaylana Lake, gdzie kilku Hindusów próbowało nakłonić nas do wzięcia kąpieli. Woda była, ekhm.. raczej brudna, jednak w związku z obecnością jednego z bogów w jeziorze (Shivy?), Hindusi bez przeszkód ją piją ; )
W zeszłym tygodniu pisałem o forcie w Jaisalmerze, niezbędne jest tu sprostowanie – to było coś w rodzaju budki strażniczej. Spójrzcie na Mehrangarh Fort i zgadnijcie, czy ktokolwiek kiedykolwiek go zdobył
Nikt, prócz nich:
I tych tutaj:P
W dodatku, jak przystało na prawdziwy fort, nadal jest niezamieszkały, a żeby dostać się do jego „serca” trzeba przejść przez 7 bram. Przy jednej z nich można poczuć się jak prawdziwy ninja, nadziewając się na stalowe kolce – polecam te z prawej strony, są bardziej zardzewiałe ; )
W stylu ninja czy też nie, do fortu warto zajrzeć:
Jodhpur lubię o tyle, że jadłem tam pierwszy mięsny obiad od naprawdę dawna;) Wyjrzyjcie teraz przez okno. Widzicie jakiś sklep? Jest tam kurczak? Jeżeli odpowiedzi na te pytania brzmią „tak” – jesteście w raju, doceńcie to i nie wyjeżdżajcie do Indii ; )
W restauracji mozna bylo zamowic rowniez… wypranie skarpetek ![]()
Po zjedzeniu kurczaka (tak, muszę to podkreślić :]) pojechaliśmy w okolicę Clock Tower na najlepsze Lassi w mieście,
a następnie nad polecone nam przez właścicielkę hotelu, Kaylana Lake, gdzie kilku Hindusów próbowało nakłonić nas do wzięcia kąpieli. Woda była, ekhm.. raczej brudna, jednak w związku z obecnością jednego z bogów w jeziorze (Shivy?), Hindusi bez przeszkód ją piją ; )



Tej bro, nie rozpedzaj sie tak, bo niedlugo nie bede mial co zwiedzac jak do Ciebie we wrzesniu przylece:P
Do 18 masz tam ladnie pracowac, tak jak ja:D A nie, ze co tydzien jakies zajebiste relacje wrzucasz i mnie tutaj na tych pieczarkach ku….. bierze ze ja dopiero za miesiac do Ciebie dolacze:D
Poczekaj z tym wszystkim do mojego przybycia:D To sobie wtedy popiszemy wspolnie…:D
Bez obaw, nawet jak przyjedziesz na pół roku, to miejsc do zwiedzania Ci w Indiach nie zabraknie
Poza tym już z grubsza trasę obmyśliłem, więc o nic się nie martw, będzie świetnie ;D