Man’s greatest errection for a woman.

31 08 2009
image004
Powtarzając za wikipedią:

„Agra, miasto w Indiach w stanie Uttar Pradesh nad Jamuną. Liczba mieszkańców: 1,5 mln (2006). W mieście rozwinięty jest przemysł obuwniczy i włókienniczy oraz rzemiosło. Ośrodek turystyczny. Agra jest ważnym węzłem komunikacyjnym, znajduje się tam również uniwersytet.”
Bla bla bla… monotonia, szarość, nuda… i rzeczywiście tak jest, a raczej tak by było, gdyby nie …
Taj Mahal – jedna z najpiękniejszych budowli w Indiach i zapewne również na świecie (choć zbyt dużo zostało mi do zobaczenia żeby wypowiadać się na ten temat ;) ).

Wzniesiona przez Szahdżahana na pamiątkę ukochanej żony Mumtaz Mahal, sam nie wiem, co takiego sprawia, że zachwyca tak bardzo – to, że zmienia kolory w ciągu dnia? Idealne proporcje kopuły w stosunku do pozostałych części grobowca? Ogród perski imitujący muzułmańskie wyobrażenie raju? A może po prostu połączenie tych elementów?

Hmm… ale to przecież… nie ważne ;)

Ważne, że (w końcu – choć tak naprawdę było to w poprzedni weekend ) udało mi się dotrzeć do Agry wraz ze skromną, 5-cio osobową grupą (większość osób odwiedza Taj Mahal już na samym początku, więc znalezienie znajomych, którzy jeszcze tam nie byli również nie należało do łatwych ;) ). Na miejsce dojechaliśmy ok. 5. rano… no, może nie do końca „na miejsce”, nabraliśmy się bowiem na jeden z tysięcy hinduskich trików jak wycisnąć kilka dodatkowych rupii z turystów.
Ok. 5km przed końcową stacją autobus zatrzymał się, weszło do niego kilku Hindusów krzycząc, że jesteśmy na miejscu… szczerze mówiąc jeszcze spaliśmy, więc nie podejrzewając niczego po prostu wyszliśmy z pojazdu. Cały proceder miał na celu wyciągnięcie od nas 50 rupii za rikszę do centrum Agry. Niby nic ale czułem się, ekhm, wykiwany :P Co gorsza, po godzinie przeczytałem o podobnych praktykach w moim przewodniku… jeszcze się odegram ;)

Okazało się, że były to złe miłego początki i cały pobyt w Agrze był bardzo przyjemny, po kilku godzinach spędzonych w okolicy świątyni miłości (również na zakupach, podczas których zyskałem miano najlepiej targującego się zagranicznego turysty – choć przyznam się, że po 2 miesiącach w Indiach powinienem stanąć w szranki razem z miejscowymi ;) ) i zrobieniu kilkuset zdjęć, zmuszeni zostaliśmy do powrotu do hotelu, aby podładować aparaty. Następnie udaliśmy się do Agra Fort, który, podobnie jak Taj Mahal, znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, jednak ten nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia – zwłaszcza po wizycie w Mehrangarh Fort w Jodhpurze, będącym prawdziwą fortecą nie do zdobycia.

W Agrze pozostaliśmy tylko jeden dzień, bo oprócz wspomnianych 2 miejsc nie ma tam wiele do zobaczenia, nazajutrz wybraliśmy się do Fatehpur Sikri (albo raczej Fatehpur i Sikri, bo choć położone blisko siebie, są to oddzielne miejscowości) oraz do Keoladeo National Park – prawdziwego raju ornitologów, jednego z najsłynniejszych rezerwatów ptaków na świecie. Oprócz niesamowitej ilości ptaków spotkaliśmy tam również sporo małp, jaszczurek (jaszczurów), żółwi, antylop oraz… jedną dziką świnię, która bardzo chciała wpaść w moje ramiona, jednak w ostatniej chwili zmieniła zdanie – na szczęście ;)



Podróży po Indiach ciąg dalszy…

20 08 2009

Mimo szczerych chęci, ostatnio nie nadążałem z opisywaniem na bieżąco każdej podróży, więc dzisiaj przyszła pora na wpis „zbiorowy”.

Dawno, dawno temu, w czasie pełni księżyca w miesiącu Śravan (w tym roku 5. Sierpnia, święta w Indiach zazwyczaj nie mają stałego terminu) obchodzono Raksha Bandhan – święto braci i sióstr. Siostry zawiązują braciom kolorowe opaski na nadgarstki, ci natomiast rewanżują się im ofiarując drobne podarunki i zobowiązując się o nie troszczyć.

W Polsce mamy dzień dziecka, babci, ojca, matki i wiele innych, jednak żadne święto nie odnosi się bezpośrednio do relacji pomiędzy rodzeństwem, dlaczego?

Piszę jednak o tym nie tylko z powodu, że bardzo podoba mi się idea tego dnia, ale również dlatego, że z okazji dnia wolnego od pracy, w końcu udało mi się zrobić pierwszą, dłuższą wycieczkę po Jaipurze. Tak, jestem tu prawie półtora miesiąca, zwiedzałem miasta odległe o setki kilometrów, a nawet nie miałem okazji zobaczyć najważniejszych miejsc w okolicy ;)

Poniżej (oraz w galerii), zdjęcia z wizyty w Jantar Mantar – obserwatorium, w którym wszystkie przyrządy wykonane są z kamienia, Hawa Mahal – pałacu wiatrów oraz Galcie – świątyni zamieszkiwanej przez małpy, które zrobią wszystko żeby tylko dostać się do smakołyków, które dla nich przyniosłeś (ten ostatni warunek zwykle nie jest przez nie wymagany : ) ).

Druga seria zdjęć pochodzi z Udaipuru zwanego Wenecją wschodu oraz świątyni w Ranakpurze:

Na koniec, najświeższe fotografie, z ostatniego weekendu, z wizyty w najświętszym mieście Hindusów – Varanasi, rejsu łodzią o 5. rano po „radioaktywnym” (aczkolwiek bardzo chętnie wybieranym przez miejscową ludność jako miejsce kąpieli) Gangesie, i Puja – wieczornego rytuału Hindusów.
Niestety, z powodu zakazu robienia zdjęć, brakuje takowych z najbardziej szokującego miejsca – Manikarnika Ghat i ceremonii kremacji ludzi nad brzegiem rzeki.
Umieszczam jednak link do zdjęć miejsca, w którym się ona odbywa: klik.



EuroTrip 2008

20 08 2009

Data: 16.07.2008 – 09.08.2008 (3,5 tygodnia)
Odwiedzone kraje: W kolejności chronologicznej: Niemcy, Holandia, Belgia, Francja, Monako, Włochy, Watykan, Grecja, Bułgaria, Rumunia, Węgry, Austria, Polska :)
Dystans: ~ 6 600 km
Uczestnicy: Adam, Karol, Papio, Przemo
Cel: Zwiedzić najpiękniejsze europejskie stolice
Trasa:

Pokaż EuroTrip 2008 na większej mapie

Przygotowując się do matury uświadomiliśmy sobie, że po niej czekają nas najdłuższe wakacje szkolne w życiu. Naturalnie należało zastanowić się jak je spędzimy. Pewnego dnia, rozmawiając z Papiem rzuciłem “Zwiedźmy wszystkie stolice Europy” (jestem przekonany, że tak było, choć Papio twierdzi, że to był jego pomysł ;) Niezależnie od twórcy, był świetny, a co najważniejsze – szybko się przyjął – i po krótkim czasie mielśmy już zaklepaną do wyjazdu czwórkę przyszłych absolwentów LO św. Marii Magdaleny w Poznaniu :) ).

Wydawało nam się to szalone, wręcz nieosiągalne, jednak wizja przygody, którą możemy przeżyć sprawiła, że postanowiliśmy zaryzykować i spróbować wprowadzić ją w życie. Od pomysłu przeszliśmy do planowania. Spotkaliśmy się 25. maja 2008, aby wszystko ustalić. W telewizji oglądaliśmy Kubicę ścigającego się na ulicach Monako.
Jak się okazało, 3 miesiące później oglądaliśmy te same zakręty na własne oczy.

Zdecydowaliśmy się zakupić bilet InterRail, dzięki któremu mogliśmy podróżować dowolnymi pociągami w Europie. Podróż rozpoczęliśmy w Poznaniu. 16. lipca wsiedliśmy do pociągu Jan Kiepura, który miał nas zabrać wprost do Berlina
img_0048 100_5303
I tak też się stało. EuroTrip oficjalnie rozpoczęty :)
Nie marnując czasu rozpoczęliśmy zwiedzanie stolicy naszego zachodniego sąsiada.
Najpierw standardowe atrakcje. Brama Brandenburska, Reichstag, Sony Center, później, jak na przyszłych inżynierów przystało, idziemy do muzeum techniki!
100_5330 100_5339
100_5346 img_0065
100_5359 100_5331
Następnego dnia jedziemy już do Soltau, odwiedzamy Heide-Park i przy okazji spełnia się jedno z moich dziecięcych marzeń :) Co więcej, pozornie zła, pochmurna pogoda sprawiła, że park rozrywki jest niemal pusty, a my nie czekając w kolejkach mogliśmy wykorzystać dzień w stu procentach.
dsc00187 100_5379
Następny przystanek to Amsterdam. Tutaj popełniamy nasz pierwszy błąd – ufamy mapie :) Pozornie niewielka odległość (wg. niej) dzieląca nas od naszego pola namiotowego okazała się być ponad godzinnym spacerem z bagażami. Zmęczeni rozbijamy namiot, jednak szybko nabieramy sił i nucąc jedną z moich ulubionych szant ponownie udajemy się do centrum miasta, z którego niemalże nie wychodzimy przez najbliższe 2 dni :)
100_5389 dsc00205
dsc00203 img_0128
img_0133 img_0141
img_0182 img_0241
Po Amsterdamie przychodzi kolej na Brukselę, w której urzeka nas piękny stary rynek…
img_0356 100_5457
img_0419 img_0468
img_0478 img_0495
Wieczorem łapiemy pierwszy lepszy pociąg wyjeżdżający z miasta, przejeżdżamy kilka stacji i… znajdujemy idealne miejsce na nocleg :)
Miejsce było idealne, jednak pogoda w krajach Beneluksu nas nie rozpieszcza. W nocy było, ekhm, chłodnawo…
100_5473 100_5474
Następnego ranka jedziemy superszybkim pociągiem TGV do serca Francji, Paryża. O TGV niestety nie mogę powiedzieć nic ponad to, że dobrze się w nim śpi, więcej nie pamiętam ;) . W Paryżu po raz pierwszy wita nas naprawdę słoneczna pogoda, która jak się okazało nie opuściła nas aż do samego końca EuroTrip’u.
100_5487 100_5506
img_0478 img_0495
100_5544 dsc00051
img_0629 img_0588
100_5573 100_5624
100_5558 100_5524
Wg. naszego planu następnym przystankiem miała być Barcelona. Niestety trafiliśmy na środek Francuskich wakacji – dziwnym trafem równiez mają je w lecie :/ Wszystkie pociągi do Barcelony są zarezerwowane na kilka dni do przodu. Zostajemy “zmuszeni” pojechać na południe Francji nad Lazurowe Wybrzeże – a to pech… ;) .
Na francuskiej riwierze spędzamy 6 kolejnych dni zwiedzająć urocze miejscowości – Cannes, Juan-les-Pins, Biot, Monako
img_0963 img_0962
img_0965 img_0956
100_5846 100_5873
img_1197 img_1135
Nie chcąc rezygnować z upalnej pogody po opuszczeniu Francji trafiamy do Włoch, a konkretnie do Wenecji. W środku nocy do naszego przedziału wbiega konduktor i zaczyna krzyczeć coś po włosku. Zaspani nie do końca wiemy co się dzieje, zostajemy niemalże wyrzuceni z pociągu. Dopiero na zewnątrz wszystko stało się jasne – pociąg, którym jedziemy do Wenecji został rozłączony, a my siedzieliśmy w wagonie, który miał jechać zupełnie gdzie indziej. Gdyby nie ów krzyczący pan na pewno nie obudzilibyśmy się w Wenecji… kto wie co nas ominęło ;) .
100_5946 100_5960
img_1290 img_1331
Wenecja szybko nas nudzi i po kilku godzinach myślimy co dalej… bierzemy jak najwcześniejszy pociąg do Rzymu.. w końcu wszystkie drogi tam prowadzą :)
Miasto z jednej strony nas urzeka, z drugiej storny upały, które tam zastajemy sprawiają, że nie bardzo chcemy się gdziekolwiek ruszać. Decydujemy się na zwiedzanie… nocą :) Atmosfera miasta jest wspaniała i wszystko wygląda zupełnie inaczej niż za dnia, poznajemy dwa oblicza Rzymu.
Będąc w wiecznym mieście naturalnie odwiedzamy również Watykan. Plac św. Piotra jest piękny, jednak wydaje się być znacznie mniejszy niż podczas ujęć telewizyjnych, gdy wypełniony jest po brzegi wiernymi.
100_6028 100_6037
img_1537 img_1624
img_1697 100_6060
img_1840 img_1897
img_1905 img_1956
img_1977 img_1989
Nadchodzi czas na Grecję… ale jak się tam dostać? Decydujemy się na prom i po 18h płynięcia jesteśmy w Patras skąd bierzemy pociąg do Aten. Równiez Ateny bardzo się nam podobają. W mieście zdecydowanie daje się odczuć starożytną atmosferę. Dookoła świątynie bogów, znajdujemy nawet jedną dla Zeusa… kolejne idealne miejsce na nocleg ;) .
100_6103 100_6114
100_6165 100_6206
100_6225 100_6228
100_6232 100_6243
100_6252 100_6262
Byliśmy w Grecji, no to teraz z powrotem na północ… najpierw stolica Bułgarii, Sofia, w której zwiedzamy najciekawsze miejsca i kosztujemy tradycyjnego Bułgarskiego alkoholu – Menty.
100_6315 img_2122
img_2128 img_2131
100_6323 100_6293
Wieczorem udajemy się ponownie na stację, aby rano dotrzeć do Rumunii. Przed odjazdem Papio nie do końca zrozumiał konduktora co do godziny odjazdu i musiał wskakiwać do odjeżdżającego już pociągu. Na szczęście zwinny z niego chłopak i w Bukareszcie nadal byliśmy w czwórkę :) .
Po mieście nie oczekiwaliśmy zbyt dużo, jednak mile nas zaskakuje, znajdujemy w nim sporo urokliwych miejsc.
img_2168 100_6336
Bukareszt był dużo ładniejszy niż oczekiwaliśmy, jednak naprawdę piękny okazał się być Budapeszt. To miasto w istocie mnie zachwyciło. Miasto sprawia bardzo dobre wrażenie jako całość, jednak dwie najbardziej ciekawe atrakcje to moim zdaniem budynek parlamentu węgierskiego, oraz Góra Gellerta oferująca wspaniały widok na miasto.
img_2260 img_2333
img_2377 img_2399
img_2437 img_2441
100_6364 100_6347
Kolejnym przystankiem na trasie naszej podróży był Wiedeń… niestety już ostatnim
100_6415 100_6418
…a później już tylko Poznań :)
Po ponad 3 tygodniach podróżowania pociągiem po Europie wracamy do domów.
Nieco zmęczeni, jednak bogatsi o mnóstwo nowych wspomnień i wrażeń, które nigdy nie przeminą :)
EuroTrip był tak naprawdę moją pierwszą tak długą i różnorodną wycieczką i to chyba dzięki tej przygodzie podróże stały się moją prawdziwą pasją :) .

Poniżej zamieszczam większą galerię zdjęć (nie, to nie wszystkie zdjęcia, tych było prawie 4000 ;) ). Fotki zostały wybrane i opisane przez Papia, a opisy nie są zbyt poważne ;) .



O praktyce w Systweak’u słów kilka

17 08 2009


Praktycznie wszystko co do tej pory pisałem dotyczyło wyjazdów i moich wrażeń na temat Indii. Sporo osób chciało się jednak dowiedzieć więcej na temat mojej pracy w Systweak’u, albowiem z moich relacji wynika, że polega ona na podróżowaniu ;) Nic bardziej mylnego, większość czasu spędzam bowiem w biurze pracując nad naprawdę ciekawymi projektami, z których czerpię sporo radości i satysfakcji.

Ale może zacznę od początku: Pierwsze 2 dni spędziłem konfigurując moje stanowisko pracy, razem z Saurabh’em – jednym z administratorów sieci – problemów było naprawdę sporo i w momencie, gdy już prawie wszystko było gotowe, zmuszeni zostaliśmy do ponownej reinstalacji systemu ;/.
Zaraz po tym przydzielony zostałem do zespołu tworzącego IdSecure, co mnie bardzo ucieszyło, chciałem w końcu wynieść z praktyki jak najwięcej, a był to znak, że nie będę siedział bezczynnie przez następne 3 miesiące. Na chwilę obecną aplikacja ta jest już ukończona i gotowa do dystrybucji, wyszukuje ona na dysku poufne informacje i pozwala użytkownikowi zarządzać nimi – bezpiecznie je usuwając lub zaszyfrowując.

Moje zadania polegały na oprogramowaniu interfejsu użytkownika oraz implementacji funkcji odpowiadających za wyszukiwanie informacji, które nie powinny zostać ujawnione, w arkuszach Excel’a. Po zakończeniu aplikacji przyszła pora na testowanie. Podczas pracy nad IdSecure dowiedziałem się również w jaki sposób można zobaczyć wszystkie hasła zapamiętane (i „zaszyfrowane”) w IE lub FF (jedna z funkcjonalności aplikacji to deszyfrowanie i ponowne, tym razem bezpieczne, zaszyfrowanie haseł). Reasumując – nie polecam zapisywania haseł w przeglądarce.

Następnie zająłem się modyfikacją kilku już istniejących aplikacji, głównie w celu zwiększenia efektywności działania, np. wczytywania dużych plików, które z reguły zawieszały system. Nuda ale na szczęście szybko poszło ;)

Przez pewien okres czasu pisałem również web aplikację wspomagającą zarządzanie bazą danych szkodliwego oprogramowania dla Advanced System Protectora (ASP) . Podobnej tematyki dotyczył również mój pierwszy, w pełni samodzielny projekt, w którym musiałem napisać aplikację (In-house) skanującą zainfekowane pliki i generującą raporty, w oparciu o które tworzona jest baza danych dla ASP . Kilkanaście gigabajtów malware na dysku sprawiło, że przed kliknięciem czegokolwiek musiałem się poważnie zastanowić, a wszystkie testy były przeprowadzane na wirtualnej maszynie, poprzez remote debugging (konfiguracja tego „potworka” to koszmar). Był to mój najdłuższy, stwarzający najwięcej problemów ale też najciekawszy i najbardziej pouczający jak dotąd projekt. Został już przetestowany, zaakceptowany i już wkrótce baza ASP codziennie będzie uaktualniana na podstawie danych uzyskanych z mojej aplikacji, mała rzecz a cieszy :D

Obecnie natomiast pracuję nad projektem, do którego niezbędne jest użycie AutoIt – języka pozwalającego na automatyzację GUI, o strukturze nieco zbliżonej do javascript, naprawdę bardzo użyteczny i żałuję, że wcześniej nie wiedziałem o jego istnieniu. Szczerze mówiąc i tak zdecydowaną większość kodu piszemy w C#, za sprawą biblioteki AutoItX, z której korzysta się w bardzo przyjemny sposób (praktycznie nie trzeba samodzielnie “PInvoke’ować” funkcji, ponieważ w Internecie można znaleźć AutoIt C# Helper Library, w której większość funkcji jest już gotowa do użycia i zazwyczaj musimy „dopisać” jedynie kilka dodatkowych).

Jeśli chodzi o środowisko pracy, to Hindusi są naprawdę przyjaźni i chętni do pomocy. Lunch jemy w firmie, więc mam okazję spróbować ich „domowych” obiadów, choć zazwyczaj zamawiam coś w pobliskiej restauracji. Moim „opiekunem”, który nadzoruje pracę, przydziela zadania i, oczywiście, służy pomocą jeśli czegoś nie wiem, jest Abhinav – główny programista Systweak’a, naprawdę cieszę się, że trafiłem na niego, bo od pierwszego dnia widać było, że zna się na tym co robi, a dodatkowo, zawsze chętnie wysłucha moich pomysłów. Czyżby, człowiek bez wad? Niestety, Abhinav ma indyjskie poczucie czasu, więc na sprawdzenie projektu czekam czasem kilka godzin, zazwyczaj informuję go o zbliżaniu się ku końcowi odpowiednio wcześniej, aby miał czas na oswojenie się z myślą o konieczności wstania i przejścia do mojego stanowiska ;)

Podsumowując, z praktyki jestem bardzo zadowolony, staram się wynieść z niej jak najwięcej (nie chodzi mi o komputery :P ) i, szczerze mówiąc, z weekendowych wycieczek wracam do Jaipuru z taką samą radością z jaką opuszczam go krótko po wyjściu z pracy w piątek :)



If you don’t have a dream, get one!

11 08 2009
image008

Minął już ponad miesiąc od finałów Imagine Cup w Kairze, emocje opadły, a wszyscy studenci wrócili do swoich codziennych (i niecodziennych) zajęć. Zostały natomiast wspomnienia, nowe znajomości, doświadczenia i tak jak obiecałem, zamieszczam (bardzo wybiórczą) relację z jednego z najwspanialszych tygodni w moim życiu : )

W Kairze znaleźliśmy się w środku nocy, po kilkugodzinnej podróży z przesiadką w Pradze. Egipcjanie przetrzymali nas na lotnisku kilka godzin, jednak myśl o widoku piramid sprawiała, że uśmiech nie znikał z naszych twarzy ;)
W końcu udało nam się dotrzeć do hotelu i to był jeden z momentów, kiedy stwierdziłem, że było warto – choć nigdy nie twierdziłem inaczej : )

image010
image011
image050

Właściwie to na tym mógłbym zakończyć relację, bo miejsce, w którym spędziłem najwięcej czasu zostało pokazane ;) Przejdę jednak dalej, albowiem najciekawsze dopiero przed nami ; )

Z godziny na godzinę przybywało coraz więcej uczestników, a sala, w której miało odbyć się pierwsze spotkanie organizacyjne, powoli się zapełniała.

image014
image024

Drugiego dnia udaliśmy się na krótką wycieczkę po Egipcie i była to świetna okazja do zapoznania się z innymi uczestnikami, choć moich pierwszych „rywali” – Brazylijczyków – spotkałem dopiero po kilku godzinach, w windzie.
image015
image016
image017
image018
image021

Wieczorem odbyła się uroczysta ceremonia otwarcia, poprzedzona pochodem wszystkich zawodników, z ponad 100 krajów, zupełnie jak na olimpiadzie.
Poniżej miejsce zbiórki naszej reprezentacji – przy “pe”.
image019

W jej trakcie na scenie pojawił się Joe Wilson (swego rodzaju guru Imagine Cup) witając nas słowami “If you don’t have a dream, get one! Without dream to success, you will never success”. Zdanie to wywarło na wszystkich duże wrażenie, co objawiło się żywiołową reakcją uczestników, a w kilkuset letniej cytadeli zapanowała naprawdę niepowtarzalna atmosfera.
image009
image020

Tego samego dnia odbyły się spotkania uczestników każdej kategorii, na której dowiedzieliśmy się na czym polegać będzie nasz udział w finałach.
image001

Z „wielką” radością przyjąłem wiadomość, że za kilkanaście godzin będę przedstawiać półgodzinną prezentację, o czym wcześniej nikt z nas nie miał pojęcia; )

Tamtej nocy naprawdę poczułem klimat Imagine Cup, do 4. rano siedząc w hotelowym pokoju i dziesiątki razy poprawiając poszczególne części mojego wystąpienia. Nawiasem mówiąc, w pokoju obok to samo robili Jarek i Kuba z Embedded Development : )

Na szczęście prezentacja odbyła się po mojej myśli, również część, w której musiałem odpowiadać na pytania, czyli ta najbardziej stresująca. W dość dobrym humorze, choć w dalszym ciągu niepewny, poszedłem odpocząć w miejsce znane wam z jednego z wcześniejszych zdjęć ; )

W między czasie swoje prezentacje odbywały pozostałe polskie drużyny, projektom z Software Development oraz Embedded Development można było przyjrzeć się na tzw. sesji plakatowej.

image022
image023

… i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia
image041
image040

6. lipca przyszła kolej na wycieczkę pod piramidy..
image029
image034
image035

Natomiast kulminacja całej imprezy odbyła się dnia następnego. Ponownie zawieziono nas na pustynię, jednak to, co zobaczyliśmy, zdecydowanie różniło się od tego, co widzieliśmy dzień wcześniej. Platforma na prawie 1000 osób została rozstawiona na piaskach pustyni.
Widok sceny, a za nią wzniesionych 4,5 tysiąca lat temu piramid zapierał dech w piersi.
image007
image042
image044
image003
image004

Niewątpliwie był to udany dzień dla polskiej reprezentacji. Najpierw na podium stanęła drużyna FTeams zdobywając 2. miejsce w nagrodzie specjalnej za interoperacyjność.
image047

Następnymi, którzy znaleźli się w gronie zwycięzców był zespół kAMUflage – 1. Miejsce w nagrodzie pierwszej damy Egiptu.
image005

W końcu przyszła kolej na ogłoszenie zwycięzców w kategorii MashUp, nastała chwila niepewności, która zdawała się nie mieć końca. Na szczęście miała, a zaraz po niej mogłem wybiec na scenę i cieszyć się z drugiego miejsca eq aequo z drużyną z Singapuru :D
image002
image006
image049

Wejście na scenę i uniesienie polskiej flagi to niesamowite uczucie, jedno z najbardziej ekscytujących wydarzeń jakie dotąd przeżyłem :)

Imagine Cup był dla mnie okazją do oderwania się od codziennych, uczelnianych projektów, do zrobienia czegoś, co przyczyni się do zmiany na lepsze. Był okazją do pogłębienia wiedzy, nauczenia się nowych technologii i zdobycia cennego doświadczenia. Był niezapomnianą przygodą, szansą na poznanie niesamowitych ludzi z całego świata, ludzi z pasją, z którymi kontakt nie urwał się po wyjeździe z Kairu. Był również świetną zabawą, zabawą poprzez to, co lubię robić najbardziej.

Na pewno nie poprzestanę na drugim miejscu i będę dalej brnął do przodu, bo wierzę, że nie jest to ostatni finał Imagine Cup, w którym miałem okazję uczestniczyć : )
Jednocześnie zachęcam wszystkich do startu w tych zawodach, bo niezależnie od wyniku, wszyscy zwyciężamy.

Zapraszam do obejrzenia pozostałych zdjęć w galerii
K.



Cairo (Imagine Cup 2009)

8 08 2009

Date: 02.07.2009 – 09.07.2009
Visited places: Cairo, Egypt
Crew: Polish Representation for IC 2009
Goal: Represent Poland during Imagine Cup 2009 Worldwide Finals

Route/Visited places:


Pokaż Cairo 2009 na większej mapie

Blog posts about stay in Cairo:
If you don’t have a dream get one. Czyli swiatowe finaly Imagine Cup [PL]

Related blog posts:
Imagine Cup – 2. runda [PL]
Hospfinder – project description [PL]
Imagine Cup 2009 – no to Egipt [PL]
Reprezentacja na IC [PL]

Gallery:
Imagine Cup 2009



Weekend w Jodhpurze

3 08 2009
Jest 5. rano, przysadzisty Hindus budzi nas i wyraźnie próbuje coś powiedzieć, a raczej wykrzyczeć. Tylko dlaczego w Hindi? Nie do końca wiedząc co się dzieje, wychodzimy z autobusu, jak się okazało, już w Jodhpurze – zwanym niebieskim miastem, nikt nie ma pojęcia dlaczego ; )
p1060121

W zeszłym tygodniu pisałem o forcie w Jaisalmerze, niezbędne jest tu sprostowanie – to było coś w rodzaju budki strażniczej. Spójrzcie na Mehrangarh Fort i zgadnijcie, czy ktokolwiek kiedykolwiek go zdobył ;)
p1060246
p1060227
Nikt, prócz nich:
p1060125
I tych tutaj:P
dsc_0851

W dodatku, jak przystało na prawdziwy fort, nadal jest niezamieszkały, a żeby dostać się do jego „serca” trzeba przejść przez 7 bram. Przy jednej z nich można poczuć się jak prawdziwy ninja, nadziewając się na stalowe kolce – polecam te z prawej strony, są bardziej zardzewiałe ; )

W stylu ninja czy też nie, do fortu warto zajrzeć:

p1060141
p1060145
p1060149
p1060152

Jodhpur lubię o tyle, że jadłem tam pierwszy mięsny obiad od naprawdę dawna;) Wyjrzyjcie teraz przez okno. Widzicie jakiś sklep? Jest tam kurczak? Jeżeli odpowiedzi na te pytania brzmią „tak” – jesteście w raju, doceńcie to i nie wyjeżdżajcie do Indii ; )

W restauracji mozna bylo zamowic rowniez… wypranie skarpetek :)

p1060202

Po zjedzeniu kurczaka (tak, muszę to podkreślić :]) pojechaliśmy w okolicę Clock Tower na najlepsze Lassi w mieście,

dsc_0965
p1060212

a następnie nad polecone nam przez właścicielkę hotelu, Kaylana Lake, gdzie kilku Hindusów próbowało nakłonić nas do wzięcia kąpieli. Woda była, ekhm.. raczej brudna, jednak w związku z obecnością jednego z bogów w jeziorze (Shivy?), Hindusi bez przeszkód ją piją ; )
p1060217
p1060222