Man’s greatest errection for a woman.

31 08 2009
image004
Powtarzając za wikipedią:

„Agra, miasto w Indiach w stanie Uttar Pradesh nad Jamuną. Liczba mieszkańców: 1,5 mln (2006). W mieście rozwinięty jest przemysł obuwniczy i włókienniczy oraz rzemiosło. Ośrodek turystyczny. Agra jest ważnym węzłem komunikacyjnym, znajduje się tam również uniwersytet.”
Bla bla bla… monotonia, szarość, nuda… i rzeczywiście tak jest, a raczej tak by było, gdyby nie …
Taj Mahal – jedna z najpiękniejszych budowli w Indiach i zapewne również na świecie (choć zbyt dużo zostało mi do zobaczenia żeby wypowiadać się na ten temat ;) ).

Wzniesiona przez Szahdżahana na pamiątkę ukochanej żony Mumtaz Mahal, sam nie wiem, co takiego sprawia, że zachwyca tak bardzo – to, że zmienia kolory w ciągu dnia? Idealne proporcje kopuły w stosunku do pozostałych części grobowca? Ogród perski imitujący muzułmańskie wyobrażenie raju? A może po prostu połączenie tych elementów?

Hmm… ale to przecież… nie ważne ;)

Ważne, że (w końcu – choć tak naprawdę było to w poprzedni weekend ) udało mi się dotrzeć do Agry wraz ze skromną, 5-cio osobową grupą (większość osób odwiedza Taj Mahal już na samym początku, więc znalezienie znajomych, którzy jeszcze tam nie byli również nie należało do łatwych ;) ). Na miejsce dojechaliśmy ok. 5. rano… no, może nie do końca „na miejsce”, nabraliśmy się bowiem na jeden z tysięcy hinduskich trików jak wycisnąć kilka dodatkowych rupii z turystów.
Ok. 5km przed końcową stacją autobus zatrzymał się, weszło do niego kilku Hindusów krzycząc, że jesteśmy na miejscu… szczerze mówiąc jeszcze spaliśmy, więc nie podejrzewając niczego po prostu wyszliśmy z pojazdu. Cały proceder miał na celu wyciągnięcie od nas 50 rupii za rikszę do centrum Agry. Niby nic ale czułem się, ekhm, wykiwany :P Co gorsza, po godzinie przeczytałem o podobnych praktykach w moim przewodniku… jeszcze się odegram ;)

Okazało się, że były to złe miłego początki i cały pobyt w Agrze był bardzo przyjemny, po kilku godzinach spędzonych w okolicy świątyni miłości (również na zakupach, podczas których zyskałem miano najlepiej targującego się zagranicznego turysty – choć przyznam się, że po 2 miesiącach w Indiach powinienem stanąć w szranki razem z miejscowymi ;) ) i zrobieniu kilkuset zdjęć, zmuszeni zostaliśmy do powrotu do hotelu, aby podładować aparaty. Następnie udaliśmy się do Agra Fort, który, podobnie jak Taj Mahal, znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, jednak ten nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia – zwłaszcza po wizycie w Mehrangarh Fort w Jodhpurze, będącym prawdziwą fortecą nie do zdobycia.

W Agrze pozostaliśmy tylko jeden dzień, bo oprócz wspomnianych 2 miejsc nie ma tam wiele do zobaczenia, nazajutrz wybraliśmy się do Fatehpur Sikri (albo raczej Fatehpur i Sikri, bo choć położone blisko siebie, są to oddzielne miejscowości) oraz do Keoladeo National Park – prawdziwego raju ornitologów, jednego z najsłynniejszych rezerwatów ptaków na świecie. Oprócz niesamowitej ilości ptaków spotkaliśmy tam również sporo małp, jaszczurek (jaszczurów), żółwi, antylop oraz… jedną dziką świnię, która bardzo chciała wpaść w moje ramiona, jednak w ostatniej chwili zmieniła zdanie – na szczęście ;)



Podróży po Indiach ciąg dalszy…

20 08 2009

Mimo szczerych chęci, ostatnio nie nadążałem z opisywaniem na bieżąco każdej podróży, więc dzisiaj przyszła pora na wpis „zbiorowy”.

Dawno, dawno temu, w czasie pełni księżyca w miesiącu Śravan (w tym roku 5. Sierpnia, święta w Indiach zazwyczaj nie mają stałego terminu) obchodzono Raksha Bandhan – święto braci i sióstr. Siostry zawiązują braciom kolorowe opaski na nadgarstki, ci natomiast rewanżują się im ofiarując drobne podarunki i zobowiązując się o nie troszczyć.

W Polsce mamy dzień dziecka, babci, ojca, matki i wiele innych, jednak żadne święto nie odnosi się bezpośrednio do relacji pomiędzy rodzeństwem, dlaczego?

Piszę jednak o tym nie tylko z powodu, że bardzo podoba mi się idea tego dnia, ale również dlatego, że z okazji dnia wolnego od pracy, w końcu udało mi się zrobić pierwszą, dłuższą wycieczkę po Jaipurze. Tak, jestem tu prawie półtora miesiąca, zwiedzałem miasta odległe o setki kilometrów, a nawet nie miałem okazji zobaczyć najważniejszych miejsc w okolicy ;)

Poniżej (oraz w galerii), zdjęcia z wizyty w Jantar Mantar – obserwatorium, w którym wszystkie przyrządy wykonane są z kamienia, Hawa Mahal – pałacu wiatrów oraz Galcie – świątyni zamieszkiwanej przez małpy, które zrobią wszystko żeby tylko dostać się do smakołyków, które dla nich przyniosłeś (ten ostatni warunek zwykle nie jest przez nie wymagany : ) ).

Druga seria zdjęć pochodzi z Udaipuru zwanego Wenecją wschodu oraz świątyni w Ranakpurze:

Na koniec, najświeższe fotografie, z ostatniego weekendu, z wizyty w najświętszym mieście Hindusów – Varanasi, rejsu łodzią o 5. rano po „radioaktywnym” (aczkolwiek bardzo chętnie wybieranym przez miejscową ludność jako miejsce kąpieli) Gangesie, i Puja – wieczornego rytuału Hindusów.
Niestety, z powodu zakazu robienia zdjęć, brakuje takowych z najbardziej szokującego miejsca – Manikarnika Ghat i ceremonii kremacji ludzi nad brzegiem rzeki.
Umieszczam jednak link do zdjęć miejsca, w którym się ona odbywa: klik.



O praktyce w Systweak’u słów kilka

17 08 2009


Praktycznie wszystko co do tej pory pisałem dotyczyło wyjazdów i moich wrażeń na temat Indii. Sporo osób chciało się jednak dowiedzieć więcej na temat mojej pracy w Systweak’u, albowiem z moich relacji wynika, że polega ona na podróżowaniu ;) Nic bardziej mylnego, większość czasu spędzam bowiem w biurze pracując nad naprawdę ciekawymi projektami, z których czerpię sporo radości i satysfakcji.

Ale może zacznę od początku: Pierwsze 2 dni spędziłem konfigurując moje stanowisko pracy, razem z Saurabh’em – jednym z administratorów sieci – problemów było naprawdę sporo i w momencie, gdy już prawie wszystko było gotowe, zmuszeni zostaliśmy do ponownej reinstalacji systemu ;/.
Zaraz po tym przydzielony zostałem do zespołu tworzącego IdSecure, co mnie bardzo ucieszyło, chciałem w końcu wynieść z praktyki jak najwięcej, a był to znak, że nie będę siedział bezczynnie przez następne 3 miesiące. Na chwilę obecną aplikacja ta jest już ukończona i gotowa do dystrybucji, wyszukuje ona na dysku poufne informacje i pozwala użytkownikowi zarządzać nimi – bezpiecznie je usuwając lub zaszyfrowując.

Moje zadania polegały na oprogramowaniu interfejsu użytkownika oraz implementacji funkcji odpowiadających za wyszukiwanie informacji, które nie powinny zostać ujawnione, w arkuszach Excel’a. Po zakończeniu aplikacji przyszła pora na testowanie. Podczas pracy nad IdSecure dowiedziałem się również w jaki sposób można zobaczyć wszystkie hasła zapamiętane (i „zaszyfrowane”) w IE lub FF (jedna z funkcjonalności aplikacji to deszyfrowanie i ponowne, tym razem bezpieczne, zaszyfrowanie haseł). Reasumując – nie polecam zapisywania haseł w przeglądarce.

Następnie zająłem się modyfikacją kilku już istniejących aplikacji, głównie w celu zwiększenia efektywności działania, np. wczytywania dużych plików, które z reguły zawieszały system. Nuda ale na szczęście szybko poszło ;)

Przez pewien okres czasu pisałem również web aplikację wspomagającą zarządzanie bazą danych szkodliwego oprogramowania dla Advanced System Protectora (ASP) . Podobnej tematyki dotyczył również mój pierwszy, w pełni samodzielny projekt, w którym musiałem napisać aplikację (In-house) skanującą zainfekowane pliki i generującą raporty, w oparciu o które tworzona jest baza danych dla ASP . Kilkanaście gigabajtów malware na dysku sprawiło, że przed kliknięciem czegokolwiek musiałem się poważnie zastanowić, a wszystkie testy były przeprowadzane na wirtualnej maszynie, poprzez remote debugging (konfiguracja tego „potworka” to koszmar). Był to mój najdłuższy, stwarzający najwięcej problemów ale też najciekawszy i najbardziej pouczający jak dotąd projekt. Został już przetestowany, zaakceptowany i już wkrótce baza ASP codziennie będzie uaktualniana na podstawie danych uzyskanych z mojej aplikacji, mała rzecz a cieszy :D

Obecnie natomiast pracuję nad projektem, do którego niezbędne jest użycie AutoIt – języka pozwalającego na automatyzację GUI, o strukturze nieco zbliżonej do javascript, naprawdę bardzo użyteczny i żałuję, że wcześniej nie wiedziałem o jego istnieniu. Szczerze mówiąc i tak zdecydowaną większość kodu piszemy w C#, za sprawą biblioteki AutoItX, z której korzysta się w bardzo przyjemny sposób (praktycznie nie trzeba samodzielnie “PInvoke’ować” funkcji, ponieważ w Internecie można znaleźć AutoIt C# Helper Library, w której większość funkcji jest już gotowa do użycia i zazwyczaj musimy „dopisać” jedynie kilka dodatkowych).

Jeśli chodzi o środowisko pracy, to Hindusi są naprawdę przyjaźni i chętni do pomocy. Lunch jemy w firmie, więc mam okazję spróbować ich „domowych” obiadów, choć zazwyczaj zamawiam coś w pobliskiej restauracji. Moim „opiekunem”, który nadzoruje pracę, przydziela zadania i, oczywiście, służy pomocą jeśli czegoś nie wiem, jest Abhinav – główny programista Systweak’a, naprawdę cieszę się, że trafiłem na niego, bo od pierwszego dnia widać było, że zna się na tym co robi, a dodatkowo, zawsze chętnie wysłucha moich pomysłów. Czyżby, człowiek bez wad? Niestety, Abhinav ma indyjskie poczucie czasu, więc na sprawdzenie projektu czekam czasem kilka godzin, zazwyczaj informuję go o zbliżaniu się ku końcowi odpowiednio wcześniej, aby miał czas na oswojenie się z myślą o konieczności wstania i przejścia do mojego stanowiska ;)

Podsumowując, z praktyki jestem bardzo zadowolony, staram się wynieść z niej jak najwięcej (nie chodzi mi o komputery :P ) i, szczerze mówiąc, z weekendowych wycieczek wracam do Jaipuru z taką samą radością z jaką opuszczam go krótko po wyjściu z pracy w piątek :)



If you don’t have a dream, get one!

11 08 2009
image008

Minął już ponad miesiąc od finałów Imagine Cup w Kairze, emocje opadły, a wszyscy studenci wrócili do swoich codziennych (i niecodziennych) zajęć. Zostały natomiast wspomnienia, nowe znajomości, doświadczenia i tak jak obiecałem, zamieszczam (bardzo wybiórczą) relację z jednego z najwspanialszych tygodni w moim życiu : )

W Kairze znaleźliśmy się w środku nocy, po kilkugodzinnej podróży z przesiadką w Pradze. Egipcjanie przetrzymali nas na lotnisku kilka godzin, jednak myśl o widoku piramid sprawiała, że uśmiech nie znikał z naszych twarzy ;)
W końcu udało nam się dotrzeć do hotelu i to był jeden z momentów, kiedy stwierdziłem, że było warto – choć nigdy nie twierdziłem inaczej : )

image010
image011
image050

Właściwie to na tym mógłbym zakończyć relację, bo miejsce, w którym spędziłem najwięcej czasu zostało pokazane ;) Przejdę jednak dalej, albowiem najciekawsze dopiero przed nami ; )

Z godziny na godzinę przybywało coraz więcej uczestników, a sala, w której miało odbyć się pierwsze spotkanie organizacyjne, powoli się zapełniała.

image014
image024

Drugiego dnia udaliśmy się na krótką wycieczkę po Egipcie i była to świetna okazja do zapoznania się z innymi uczestnikami, choć moich pierwszych „rywali” – Brazylijczyków – spotkałem dopiero po kilku godzinach, w windzie.
image015
image016
image017
image018
image021

Wieczorem odbyła się uroczysta ceremonia otwarcia, poprzedzona pochodem wszystkich zawodników, z ponad 100 krajów, zupełnie jak na olimpiadzie.
Poniżej miejsce zbiórki naszej reprezentacji – przy “pe”.
image019

W jej trakcie na scenie pojawił się Joe Wilson (swego rodzaju guru Imagine Cup) witając nas słowami “If you don’t have a dream, get one! Without dream to success, you will never success”. Zdanie to wywarło na wszystkich duże wrażenie, co objawiło się żywiołową reakcją uczestników, a w kilkuset letniej cytadeli zapanowała naprawdę niepowtarzalna atmosfera.
image009
image020

Tego samego dnia odbyły się spotkania uczestników każdej kategorii, na której dowiedzieliśmy się na czym polegać będzie nasz udział w finałach.
image001

Z „wielką” radością przyjąłem wiadomość, że za kilkanaście godzin będę przedstawiać półgodzinną prezentację, o czym wcześniej nikt z nas nie miał pojęcia; )

Tamtej nocy naprawdę poczułem klimat Imagine Cup, do 4. rano siedząc w hotelowym pokoju i dziesiątki razy poprawiając poszczególne części mojego wystąpienia. Nawiasem mówiąc, w pokoju obok to samo robili Jarek i Kuba z Embedded Development : )

Na szczęście prezentacja odbyła się po mojej myśli, również część, w której musiałem odpowiadać na pytania, czyli ta najbardziej stresująca. W dość dobrym humorze, choć w dalszym ciągu niepewny, poszedłem odpocząć w miejsce znane wam z jednego z wcześniejszych zdjęć ; )

W między czasie swoje prezentacje odbywały pozostałe polskie drużyny, projektom z Software Development oraz Embedded Development można było przyjrzeć się na tzw. sesji plakatowej.

image022
image023

… i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia
image041
image040

6. lipca przyszła kolej na wycieczkę pod piramidy..
image029
image034
image035

Natomiast kulminacja całej imprezy odbyła się dnia następnego. Ponownie zawieziono nas na pustynię, jednak to, co zobaczyliśmy, zdecydowanie różniło się od tego, co widzieliśmy dzień wcześniej. Platforma na prawie 1000 osób została rozstawiona na piaskach pustyni.
Widok sceny, a za nią wzniesionych 4,5 tysiąca lat temu piramid zapierał dech w piersi.
image007
image042
image044
image003
image004

Niewątpliwie był to udany dzień dla polskiej reprezentacji. Najpierw na podium stanęła drużyna FTeams zdobywając 2. miejsce w nagrodzie specjalnej za interoperacyjność.
image047

Następnymi, którzy znaleźli się w gronie zwycięzców był zespół kAMUflage – 1. Miejsce w nagrodzie pierwszej damy Egiptu.
image005

W końcu przyszła kolej na ogłoszenie zwycięzców w kategorii MashUp, nastała chwila niepewności, która zdawała się nie mieć końca. Na szczęście miała, a zaraz po niej mogłem wybiec na scenę i cieszyć się z drugiego miejsca eq aequo z drużyną z Singapuru :D
image002
image006
image049

Wejście na scenę i uniesienie polskiej flagi to niesamowite uczucie, jedno z najbardziej ekscytujących wydarzeń jakie dotąd przeżyłem :)

Imagine Cup był dla mnie okazją do oderwania się od codziennych, uczelnianych projektów, do zrobienia czegoś, co przyczyni się do zmiany na lepsze. Był okazją do pogłębienia wiedzy, nauczenia się nowych technologii i zdobycia cennego doświadczenia. Był niezapomnianą przygodą, szansą na poznanie niesamowitych ludzi z całego świata, ludzi z pasją, z którymi kontakt nie urwał się po wyjeździe z Kairu. Był również świetną zabawą, zabawą poprzez to, co lubię robić najbardziej.

Na pewno nie poprzestanę na drugim miejscu i będę dalej brnął do przodu, bo wierzę, że nie jest to ostatni finał Imagine Cup, w którym miałem okazję uczestniczyć : )
Jednocześnie zachęcam wszystkich do startu w tych zawodach, bo niezależnie od wyniku, wszyscy zwyciężamy.

Zapraszam do obejrzenia pozostałych zdjęć w galerii
K.



Weekend w Jodhpurze

3 08 2009
Jest 5. rano, przysadzisty Hindus budzi nas i wyraźnie próbuje coś powiedzieć, a raczej wykrzyczeć. Tylko dlaczego w Hindi? Nie do końca wiedząc co się dzieje, wychodzimy z autobusu, jak się okazało, już w Jodhpurze – zwanym niebieskim miastem, nikt nie ma pojęcia dlaczego ; )
p1060121

W zeszłym tygodniu pisałem o forcie w Jaisalmerze, niezbędne jest tu sprostowanie – to było coś w rodzaju budki strażniczej. Spójrzcie na Mehrangarh Fort i zgadnijcie, czy ktokolwiek kiedykolwiek go zdobył ;)
p1060246
p1060227
Nikt, prócz nich:
p1060125
I tych tutaj:P
dsc_0851

W dodatku, jak przystało na prawdziwy fort, nadal jest niezamieszkały, a żeby dostać się do jego „serca” trzeba przejść przez 7 bram. Przy jednej z nich można poczuć się jak prawdziwy ninja, nadziewając się na stalowe kolce – polecam te z prawej strony, są bardziej zardzewiałe ; )

W stylu ninja czy też nie, do fortu warto zajrzeć:

p1060141
p1060145
p1060149
p1060152

Jodhpur lubię o tyle, że jadłem tam pierwszy mięsny obiad od naprawdę dawna;) Wyjrzyjcie teraz przez okno. Widzicie jakiś sklep? Jest tam kurczak? Jeżeli odpowiedzi na te pytania brzmią „tak” – jesteście w raju, doceńcie to i nie wyjeżdżajcie do Indii ; )

W restauracji mozna bylo zamowic rowniez… wypranie skarpetek :)

p1060202

Po zjedzeniu kurczaka (tak, muszę to podkreślić :]) pojechaliśmy w okolicę Clock Tower na najlepsze Lassi w mieście,

dsc_0965
p1060212

a następnie nad polecone nam przez właścicielkę hotelu, Kaylana Lake, gdzie kilku Hindusów próbowało nakłonić nas do wzięcia kąpieli. Woda była, ekhm.. raczej brudna, jednak w związku z obecnością jednego z bogów w jeziorze (Shivy?), Hindusi bez przeszkód ją piją ; )
p1060217
p1060222