Pierwsze dni w Indiach
22 07 2009Od ponad tygodnia jestem już w Indiach i planowałem umieścić pierwszy wpis zaraz po przyjeździe, jednak dzieje się tu tak dużo, że po prostu nie miałem kiedy zabrać się za pisanie;)
Gwoli ścisłości, przyjechałem tutaj na praktyki w firmie Systweak – zatrudnia około 50 osób, ma siedzibę w Jaipurze, a jej sztandarowe produkty to Advanced System Protector – jedna z lepszych na rynku aplikacji do wykrywania i usuwania szkodliwego oprogramowania oraz Advanced System Optimizer – aplikacja poprawiająca wydajność działania systemu.
Zamierzam zostać tutaj blisko 3 miesiące, zwiedzając głównie weekendami oraz po zakończeniu praktyk – przez ostatnie 2-3 tygodnie pobytu.
Tyle wstępu, przejdę teraz do pierwszej części relacji z mojego pobytu w tym fascynującym kraju
.
Do Delhi zawitałem zgodnie z planem, o 23:55, 11. lipca, po kilku godzinach lotu tak słynnym ostatnio Airbusem : ) Mimo później pory, było zdecydowanie zbyt gorąco jak dla przeciętnego Polaka. Po odbioru Bagażu i wcale nie takiej krótkiej odprawie, udałem się do poczekalni, ponieważ pierwsze autobusy do Jaipuru odjeżdżały ok. 6:00. Spędziłem więc kilka nudnych godzin obserwując ludzi, będąc obserwowanym:
I z “wielką” pasją śledząc godziny odlotów i przylotów.
Około 5:30 udałem się do budek oznaczonych napisem prepaid taxi, aby z góry opłacić podróż na dworzec autobusowy. Jest to zalecana metoda, znacznie zmniejszająca ryzyko oszustwa.
Zapewne rzeczywiście znacznie je zmniejszyła, jednak mimo wszystko próbowano mnie oszukać
Na początku poinformowali mnie, że nie mogę zakupić biletów na stacji, z powodu zamachów terrorystycznych, zawieziono mnie do biura turystycznego, gdzie po kilku telefonach na „stację” okazało się, że mogę jechać najwcześniej 17. lipca, bo z powodu festiwalu Shivy, wszystkie miejsca są zajęte. Co gorsza, w Delhi rzeczywiście był jakiś festiwal i jadąc taksówką co chwilę mijaliśmy zmierzających gdzieś, kolorowo ubranych ludzi. Sprawdzili jeszcze pociągi, również wszystko zajęte aż w końcu w bardzo magiczny sposób pojawiła się jeszcze jedna opcja – minibus za 150 euro. Wszystko stało się jasne i powiedziałem żeby zawieźli mnie na stację i po prostu tam wysadzili. Próbowali jeszcze paru tanich trików, ale po prostu nie należało ich słuchać. Oczywiście miejsca w busie były i pojechałem do Jaipuru za 240 rupii – ok. 18zł, zamiast wspomnianych 150E
Podróż autobusem, to obowiązkowy punkt pobytu w Indiach, nie było minuty, aby kierowca kogoś nie obtrąbił, zazwyczaj zupełnie bez powodu, choć większość ciężarówek miało namalowane serduszka, kwiatki i wielki napis horn please
Widok jadącej na 3 pasmowej autostradzie rikszy – pod prąd – po kilkudziesięciu kilometrach przestał mnie dziwić, jak również ludzie przebiegający przez nią i w iście olimpijskim stylu przeskakujący ogrodzenie oddzielające poszczególne szosy – choć fakt faktem – przy okazji prawie się na nie nadziewając :p Tu nie ma żadnych zasad
W Jaipurze czekał na mnie Jaideep, aby zaprowadzić mnie do hotelu. Okazało się, że są tam również inni praktykanci, głównie wolontariusze – aktualnie ok. 35, w tym 2 Polki i codziennie ktoś przybywa, więc nie wieje nudą ![]()
Od razu udaliśmy się na wycieczkę rikszą, a raczej 5cioma rikszami, aby rozejrzeć się po okolicy. Po krótkim ustaleniu trasy i negocjacji ceny
wyruszyliśmy.
Poniżej kilka zdjęć z naszej “objazdówki” i nie tylko:
Na 2 ostatnich zdjęciach moje obecne miejsce pracy



Hehe, no nudno to na pewno tam nie będziesz miał:) Fajna opcja, takie praktyki w Indiach:D Pozdrawiam!
Fantastic Work Karol, Keep up the good work.
[...] Pierwsze dni w Indiach Pushkar i Ajmer One night in desert Weekend w Jodhpurze O praktyce w Systweak’u słów kilka Podróży po Indiach ciąg dalszy… Indie w krzywym zwierciadle Weekend z widokiem na góry i kilka “nowości” First IndiaTrip Anniversary! [...]