One night in desert :)

28 07 2009
dsc_0236
Jaisalmer – złote miasto Indii położone w pobliżu pustyni Thar, którego panoramę można oglądać ze szczytu olbrzymiej fortecy górującej nad miastem.

Podróż tam zajęła nam aż 12h, więc pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy była jedna z bardzo popularnych “top roof restaurant” – jak sama nazwa wskazuje posiłki spożywa się tam na dachu, co pozwala przyjrzeć się na spokojnie miastu.

Zaraz po tym pojechaliśmy jeepami na pustynie, gdzie czekały na nas wielbłądy. Pustynia Thar jest zdecydowanie bardziej.. pustynna niż ta w pobliżu Pushkaru, jednak z powodu pory deszczowej i tak tylko nieliczne miejsca zupełnie pozbawione są roślinności.

Będąc tam zdecydowanie warto wyzbyć się jakichkolwiek lęków i uprzedzeń odnośnie różnego rodzaju robactwa (a jest naprawdę różnego rodzaju :P ) i przespać się pod gołym niebem, bo taką ilość gwiazd jesteśmy w stanie zobaczyć w niewielu miejscach na naszej planecie.

Po nocy w piaskach pustyni wróciliśmy do Jaisalmeru, aby zwiedzić wspomniany wcześniej fort, w którego wnętrzu mieszka około 2 tysiące ludzi i każdy z nich chce nam coś sprzedać ;)

Oprócz tego naprawdę warte zobaczenia są świątynie dźinijskie oraz haveli – bogato zdobione domostwa wznoszone przez zamożnych kupców. Najbardziej popularne to Salim Singh-ki-Haveli, Nathmal-ki-Haveli, Patwon-ki-Haveli, jednakże największy podziw wzbudza ostatnia. Pozostałe warto odwiedzić, aby przekonać się, że Patwon-ki-Haveli jest piękniejsza : )



Pushkar i Ajmer

23 07 2009
Pora na relację z naszego pierwszego weekendowego wyjazdu – po zapracowanym i całkiem owocnym tygodniu praktyk, przyszła pora na odpoczynek, wybraliśmy się do Pushkaru i Ajmeru, dwóch miast oddalonych o ok. 100-150km od Jaipuru.
Skład wycieczki:

Tina
image014
Richard
image003

Tui i Tan
image001

Ivy (2. z lewej)
image057

Jenny
image018

no i ja – ze słonecznikiem (?) Tiny ;)
image068

Wyjazd planowany był na godzinę 8., oczywiście nie usłyszałem alarmu i obudziło mnie dopiero pukanie do drzwi ok. 7:55. Śniadanie typu nie mam pojęcia co to ale dobrze wygląda zjadłem w jakiejś budce przy ulicy. Pojechaliśmy na dworzec, wsiedliśmy do… ekhm, sami zobaczcie :p

image002

I po 2,5h podróży dotarliśmy do Pushkaru – świętego miasta Hindusów, zakaz spożywania alkoholu, mięsa, a nawet jajek.

Jako, że w Indiach byliśmy już ponad tydzień, nabyliśmy odpowiedniego skilla w targowaniu się i za 2-osobowy pokój z łazienką zapłaciliśmy 100 rupii – ok. 7,5zł ;) . Był nawet basen, ale nie zdecydowaliśmy się z niego skorzystać.

Najważniejszym miejscem w mieście są ghaty, ponad kilometrowy bazar i jezioro, w którym w lipcu praktycznie nie ma wody.

image007 [singlepic id=42 w=200 float=left] image009

Na turystów czeka pokaźna gromada „kapłanów”, którzy sprawią, że nasze życie stanie się lepsze, pobłogosławią rodzinę, znajomych, znajomych znajomych i kogo tylko będziemy chcieli. Oczywiście wszystko połączone z tradycyjnym rytuałem wrzucania kwiatów do jeziora :P Kolejny sposób na wyciągnięcie kasy z turystów, ale warto skorzystać, bo inaczej nici ze zwiedzania Pushkaru – bez „paszportu” (bawełnianej nitki owiniętej wokół nadgarstka) stale będziemy mieć na ogonie kilku Hindusów.
image010 [singlepic id=45 w=200]


Ogólnie Pushkar to całkiem przyjemne miejsce (choć podobno w październiku odbywają się tam największe na świecie targi wielbłądów i atmosfera jest nico inna), warto tam zajrzeć. Zwłaszcza do świątyni Savitri, z której zobaczymy znakomity widok na okolicę.
image016

image034



Widzicie tą radość w oczach? ^^

image035 [singlepic id=72 w=200 float=left] image039 [singlepic id=74 w=200 float=left] image042
image049 [singlepic id=54 w=200 float=left]
image021
image052
image055
image045
image013

A poniżej Bhirma temple (najważniejsza, choć nie najpiękniejsza:) )
image047
No i jeszcze jedna, jednak wstęp do niej mieli tylko Hindusi :(
image050

W niedzielę pojechaliśmy do Ajmeru, wyjątkowego miasta w Radżastanie, bowiem większość mieszkańców to muzułmanie.


image058
image060
image063
image064

W międzyczasie przyjechali kolejni znajomi z Jaipuru, w dodatku 2. Hindusów – dobra rada na przyszłość: gdziekolwiek byście się nie wybierali w Indiach, zawsze bierzcie ze sobą Hindusa, przydaje się w każdych okolicznościach :D No a tak na serio to są całkiem w porządku :P
image051

Ajmer nie jest już tak przytulny jak Pushkar, jednak ma jedno naprawdę fajne miejsce: Ana Sagar Lake – zostaliśmy tam nieco dłużej niż planowaliśmy, bo miejscowa ludność bardzo upodobała sobie zdjęcia z turystami, więc ciężko się stamtąd wydostać ; )

image065
image066
image069


Tak czy siak jakoś daliśmy radę i w nocy wróciliśmy do Jaipuru : )



Pierwsze dni w Indiach

22 07 2009

Wstęp

Od ponad tygodnia jestem już w Indiach i planowałem umieścić pierwszy wpis zaraz po przyjeździe, jednak dzieje się tu tak dużo, że po prostu nie miałem kiedy zabrać się za pisanie;)

Gwoli ścisłości, przyjechałem tutaj na praktyki w firmie Systweak – zatrudnia około 50 osób, ma siedzibę w Jaipurze, a jej sztandarowe produkty to Advanced System Protector – jedna z lepszych na rynku aplikacji do wykrywania i usuwania szkodliwego oprogramowania oraz Advanced System Optimizer – aplikacja poprawiająca wydajność działania systemu.
Zamierzam zostać tutaj blisko 3 miesiące, zwiedzając głównie weekendami oraz po zakończeniu praktyk – przez ostatnie 2-3 tygodnie pobytu.
Tyle wstępu, przejdę teraz do pierwszej części relacji z mojego pobytu w tym fascynującym kraju :) .

Podróż do Jaipuru

Do Delhi zawitałem zgodnie z planem, o 23:55, 11. lipca, po kilku godzinach lotu tak słynnym ostatnio Airbusem : ) Mimo później pory, było zdecydowanie zbyt gorąco jak dla przeciętnego Polaka. Po odbioru Bagażu i wcale nie takiej krótkiej odprawie, udałem się do poczekalni, ponieważ pierwsze autobusy do Jaipuru odjeżdżały ok. 6:00. Spędziłem więc kilka nudnych godzin obserwując ludzi, będąc obserwowanym:

image001

I z “wielką” pasją śledząc godziny odlotów i przylotów.
image002

Około 5:30 udałem się do budek oznaczonych napisem prepaid taxi, aby z góry opłacić podróż na dworzec autobusowy. Jest to zalecana metoda, znacznie zmniejszająca ryzyko oszustwa.
Zapewne rzeczywiście znacznie je zmniejszyła, jednak mimo wszystko próbowano mnie oszukać ;)

Na początku poinformowali mnie, że nie mogę zakupić biletów na stacji, z powodu zamachów terrorystycznych, zawieziono mnie do biura turystycznego, gdzie po kilku telefonach na „stację” okazało się, że mogę jechać najwcześniej 17. lipca, bo z powodu festiwalu Shivy, wszystkie miejsca są zajęte. Co gorsza, w Delhi rzeczywiście był jakiś festiwal i jadąc taksówką co chwilę mijaliśmy zmierzających gdzieś, kolorowo ubranych ludzi. Sprawdzili jeszcze pociągi, również wszystko zajęte aż w końcu w bardzo magiczny sposób pojawiła się jeszcze jedna opcja – minibus za 150 euro. Wszystko stało się jasne i powiedziałem żeby zawieźli mnie na stację i po prostu tam wysadzili. Próbowali jeszcze paru tanich trików, ale po prostu nie należało ich słuchać. Oczywiście miejsca w busie były i pojechałem do Jaipuru za 240 rupii – ok. 18zł, zamiast wspomnianych 150E ;)

Podróż autobusem, to obowiązkowy punkt pobytu w Indiach, nie było minuty, aby kierowca kogoś nie obtrąbił, zazwyczaj zupełnie bez powodu, choć większość ciężarówek miało namalowane serduszka, kwiatki i wielki napis horn please ;) Widok jadącej na 3 pasmowej autostradzie rikszy – pod prąd – po kilkudziesięciu kilometrach przestał mnie dziwić, jak również ludzie przebiegający przez nią i w iście olimpijskim stylu przeskakujący ogrodzenie oddzielające poszczególne szosy – choć fakt faktem – przy okazji prawie się na nie nadziewając :p Tu nie ma żadnych zasad :)

Jaipur

W Jaipurze czekał na mnie Jaideep, aby zaprowadzić mnie do hotelu. Okazało się, że są tam również inni praktykanci, głównie wolontariusze – aktualnie ok. 35, w tym 2 Polki i codziennie ktoś przybywa, więc nie wieje nudą :)
Od razu udaliśmy się na wycieczkę rikszą, a raczej 5cioma rikszami, aby rozejrzeć się po okolicy. Po krótkim ustaleniu trasy i negocjacji ceny

image005

wyruszyliśmy.
image006

Poniżej kilka zdjęć z naszej “objazdówki” i nie tylko:

Na 2 ostatnich zdjęciach moje obecne miejsce pracy :)